Królowa motorsportu szybko wyhamowała entuzjazm indyjskich władz przed powrotem do kalendarza w 2027 roku. Tymczasem tamtejszy rząd otwarcie zaczął o tym mówić w ostatnich dniach.
Indie gościły najlepszych kierowców świata w latach 2011-2013 na torze Buddh International Circuit. Po licznych problemach organizatorów pożegnały się jednak z tym przywilejem i bolid F1 powrócił na ich teren dopiero w marcu tego roku. Wszystko dzięki imprezie organizowanej przez Red Bulla.
Tamtejsze szanse zaczęły od razu wietrzyć szansę na powrót nawet do kalendarza, o czym w poniedziałek zaczęły donosić indyjskie media. Pojawiły się nawet wypowiedzi ministra sportu, Mansukhi Mandanayivy, że jego kraj zorganizuje wyścig już w 2027 roku. Potrzebna pomoc miałaby nadejść prosto z samego rządu:
"W sezonie 2027 odbędzie się wyścig F1 w Indiach. Pierwszy z nich zostanie rozegrany na Buddh International Circuit. Opracowanie szczegółów zajmie sześć miesięcy. Rząd pomoże w uzyskaniu ulg podatkowych, które stały się kością niezgody, by było to opłacalna impreza dla organizatorów", powiedział indyjski działacz, cytowany przez PlanetF1.
"Zważywszy na obecną sytuację na świecie związaną z trwającą wojną w Iranie, Indie są postrzegane jako bezpieczne i realne miejsce dla sportowych imprez takich jak F1. Mamy w planach też organizację wyścigu MotoGP przed powrotem F1. Federacja Klubów Sportowych Indii prowadzi obecnie rozmowy z F1, a my będziemy pośredniczyć w tych dyskusjach."
Niemal tak samo szybko jak pojawił się temat powrotu Indii do kalendarza, mistrzowska seria zaprzeczyła wszelkim doniesieniom, pamiętając o sporym zainteresowaniu organizacją wyścigów:
"Chociaż Indie są wartościowym rynkiem dla dalszego rozwoju F1 z niesamowitą rzeszą kibiców, nie będziemy tam się ścigać w 2027 roku. Zainteresowanie goszczeniem F1 nigdy nie było większe, a liczba miejsc w kalendarzu jest ograniczona", powiedział rzecznik prasowy serii.
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się