Claire Williams jest przekonana, że Formuła 1 jest wystarczająco bogata, aby pozwolić sobie na przyjęcie znacznie więcej nowych ekip.
W tym roku do Formuły 1 po bardzo wyboistej drodze dostał się 11. zespół w stawce, który będzie ścigał się pod nazwą Cadillaca. Pierwotnie FOM, odpowiedzialne za sport od strony komercyjnej odrzuciło tę propozycję, argumentując, że kolejny zespół rozwodniłby przychody pozostałych ekip F1. Ostatecznie kwestia ta została rozwiązana poprzez wymóg wniesienia przez nowego gracza tzw. opłaty antyrozwodnieniowej.
Formuła 1 w ostatnich latach rozwija się w oszałamiającym tempie, generując zdecydowanie większe przepływy gotówki dla ekip, biorących udział w mistrzostwach świata, a sponsorzy ponownie ustawiają się w kolejkach, aby móc umieść na bolidach swoje logo.
Claire Williamsa, która przejęła obowiązki dowodzenia Williamsem od swojego ojca w 2013 roku, a w 2020 została zmuszona do sprzedaży rodzinnego biznesu, twierdzi jednak, że obecnie "w puli znajduje się wystarczająco dużo środków", aby F1 mogła przyjąć znacznie więcej nowych ekip.
"Pamiętam, jak siedzieliśmy przy stole na spotkaniu Grupy Strategicznej i gdy inny zespół chciał dołączyć, pojawiało się coś w stylu: no cóż, pula i tak jest teraz dość mała" tłumaczyła w rozmowie z Business of Sport. "Dokładnych liczb nie pamiętam, ale każdy z nas mógłby stracić 10 - 15 milionów, gdyby ten zespół dołączył, a to nie wydaje się szczególnie sprawiedliwe."
"Dziś zespół będzie miał 10 - 15 milionów gdzieś 'za kanapą'. Nie będzie się tym przejmował. W puli pieniędzy Formuły 1 jest wystarczająco dużo środków, aby pomieścić 11. zespół. Prawdopodobnie jest tam dość pieniędzy nawet na 15 zespołów w sporcie, ale wszyscy TP [szefowie zespołów] to odrzucą, bo nie chcą się dzielić."
O tym jak ciężko jest wejść do świata Formuły 1 przekonał się właśnie Cadillac, który pierwotnie próbował dostać się do stawki pod przywództwem Michaela Andrettiego. Ten, chcąc wystawić swoją ekipę, zmuszony został do wycofania się z projektu, który przejęło TWG Group i musiał znaleźć partnera silnikowego, którego udało się pozyskać w General Motors.
Ostatecznie po wielu negocjacjach FOM zdecydowała o przyjęciu nowego zespołu.
"Aby ten 11. zespół mógł dołączyć, potrzebne byłyby ogromne negocjacje i rozmowy" podkreślała Claire Williams. "To nie jest coś oczywistego. Nie sądzę… Myślę, że Formuła 1 jest na tyle sprytna, by zadbać o to, żeby nie 'przedobrzyć', że tak powiem."
Była szefowa Williamsa skorzystała też z okazji, aby nieco wybielić się w oczach kibiców, twierdząc, że obecnie zespoły mogą liczyć na znacznie bardziej stabilne warunki ekonomiczne niż kiedy Liberty Media dopiero przejmowało zarządzanie sportem od CVC Capital Partners.
"To zaczęło się trochę psuć w czasie kryzysu finansowego w 2008 roku i potem już tak naprawdę nigdy w pełni się nie odbudowało. Ożywiło się nieco, ale później - mniej więcej w latach 2016 - 2019, a nawet 2020 - nastąpił prawdziwy zastój, kiedy po prostu nic się nie działo."
"Nie żartuję. Pod koniec mojej ery umowy sponsora tytularnego były zawierane za osiem, dziewięć milionów. Nie da się prowadzić zespołu, mając sponsora tytularnego za osiem czy dziewięć milionów. A do tego zespoły jeszcze walczyły między sobą o te pieniądze. To było coś absurdalnego."
Williams twierdzi, że obecnie stawki za takie usługi są dziesięciokrotnie wyższe.
"Za moich czasów, jeśli spojrzeć na mój budżet, wynosił on co najmniej 120 milionów. Można było sprzedać tylu sponsorów, ilu się dało, żeby uzbierać 120 milionów, ale w idealnym świecie celowaliśmy wtedy w 20 - 30 milionów za sponsora tytularnego."
"Teraz sprzedają tytułowe sponsoringi za 80 - 90 milionów. Wszystko opiera się więc na podaży i popycie, czyż nie prawda? Na tym, jakie marki wchodzą do sportu. Jeśli, tak jak teraz, do sportu napływają wspaniałe marki i wręcz prześcigają się w sponsorowaniu, to zespoły dyktują cennik. A za moich czasów tak nie było - to sponsorzy dyktowali stawki."
© Williams


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się