Fernando Alonso nie chce zdradzać swoich planów na przyszłość i cały czas nie zdecydował się na przedłużenie umowy z Astonem Martinem.
Nie od dzisiaj wiadomo również, że motywacją do pozostania Hiszpana w stawce nie jest tylko forma jego bolidu, ale również przepisy, które kształtują obecną Formułę 1.
O problemach związanych z nowymi jednostkami napędowymi i zarządzaniem energią zgromadzoną w akumulatorach napisano już wiele, a sama Formuła 1 i FIA podjęły już pewne kroki w celu poprawy spektaklu wyścigowego.
W przypadku Astona Martina sytuacja jest podwójnie skomplikowana. Adrian Newey, który miał wywindować ekipę do mistrzowskiego kalibru swój pierwszy pełny sezon w niej rozpoczął od sporego rozczarowania. Konstrukcja AMR26 okazała się nietrafiona od strony aerodynamicznej, a sytuację jedynie pogorszyła Honda, która również nie zdołała przygotować solidnego silnika.
Efekt był taki, że Aston Martin w pierwszej połowie mistrzostw zamykał stawkę, najpierw w ogóle walcząc o ukończenie wyścigów, a potem mogąc pozwolić sobie na walkę jedynie z kierowcami Cadillaca, który przecież dopiero zadebiutował w Formule 1.
Hiszpan szczęśliwie sięgnął co prawda po punkt w Monako, ale dopiero zmiany aerodynamiczne wprowadzone na Węgrzech i poprawki silnika Hondy wprowadzone na Zandvoort dały odrobinę nadziei na lepszą końcówkę sezonu.
Alonso wywalczył w Holandii dwa punkty za 9. miejsce, ale dla samego Hiszpana miało to drugorzędne znacznie.
"Dziewiąte miejsce nie napawa optymizmem po przekroczeniu linii mety. Oczywiście, cieszysz się z chłopaków, bo zawsze pracują na pełnych obrotach, od rana do wieczora, przygotowując bolidy - każdego dnia w obu fabrykach. Myślałem raczej o nich."
Pochodzący z Oviedo zawodnik, dwukrotny mistrz świata ma już na swoim koncie 23. sezon startów w królowej sportów motorowych. Zaczął w 2001 roku od startów w zamykającym stawkę Minardi i jak przyznaje kwestia pozostania w F1 nie rozchodzi się o szybkość bolidu.
"Jestem na tyle profesjonalny, że daję z siebie 100 procent, niezależnie od tego, czy chodzi o 15. miejsce, czy o podium. Bardziej chodzi o przepisy. Niestety, są, jakie są."
Chwile potem dodał: "To nie jest Formuła 1, z którą dorastaliśmy ani taka, jakiej wszyscy pragniemy. Musimy więc coś zmienić. Nie stanie się to natychmiast, ale w przyszłości. Mam jednak nadzieję, że będę mógł w jakiś sposób przyczynić się do udoskonalenia kolejnych przepisów, kiedy wrócimy do prawdziwej Formuły 1."
Słowa Alonso nie są jasne, a oczekiwanie na drastyczną zmianę przepisów wymaga czasu, który w jego przypadku nieubłaganie się kończy. Kierowca Astona Martina cały czas skrywa swoje karty przy orderach, ale część obserwatorów sugeruje, że przełom może nastąpić już wkrótce. Zaraz po GP Włoch Formuła 1 uda się bowiem do Madrytu, na kolejną domową rundę zawodnika.
Ostatnie zmiany pozytywnie wpłynęły na konstrukcję AMR26, ale dalej wiele jej brakuje nawet do regularnej walki na punkty.
"Wiemy, a przynajmniej czujemy, że jesteśmy znacznie lepsi w zakrętach. Jeśli utrzymamy tę filozofię, tę strategię i to tempo rozwoju, możemy w końcu znaleźć się wśród najszybszych w zakrętach" mówił.
Problemem nadal ma być jednak silnik Hondy, w którym Alonso nie dostrzega znaczących postępów.
"Problemem było prowadzenie, a dodatkowa moc była ledwo zauważalna w Zandvoort."
Zapytany czy wierzy, że Japończyków stać na odwrócenie negatywnego trendu i powrót do chwały tak, jak uczynili to za czasów startów z Red Bullem, odpierał bez wahania:
"W stu procentach. Nasze zaplecze w Japonii należy do najlepszych na świecie. Uważam, że personel i kadra zarządzająca jednostką napędową zostały dodatkowo wzmocnione, co Honda już zadeklarowała. Wiele osób zaangażowanych w poprzedni projekt wróciło do zespołu."
© Aston Martin


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się