Do łask powróciła koncepcja nowego rozkładu mocy w silnikach F1. Według zagranicznych źródeł, zmieniony podział, który rozwiązałby większość problemów z aktualnymi jednostkami napędowymi, mógłby pojawić się w sezonie 2027 lub 2028.
Chociaż władze serii uzgodniły kilka istotnych modyfikacji regulaminowych, które zaczną obowiązywać już do GP Miami, w samym środowisku nie brakuje opinii, że nie rozwiąże to wszystkich problemów z nowymi jednostkami napędowymi. Główne obawy nadal dotyczą niewystarczającej mocy zwłaszcza podczas kwalifikacji na wymagających pod kątem zużycia energii torach.
Z tego powodu wśród zespołów wciąż aktualny pozostaje pomysł zmiany rozkładu mocy, o czym poinformowało The Race. Przypomnijmy, że jeszcze przed rozpoczęciem nowej ery regulacyjnej kilku producentów o to zabiegało, a nawet po jej inauguracji wskazywano to jako najlepsze rozwiązanie na uratowanie widowiska.
Z racji już jednak zatwierdzonych komponentów silnikowych F1 musiało zostać przy podziale bliskim 50/50 w kontekście całego sezonu 2026. The Race przekazało jednak, że rozmowy w tej sprawie mocno ożywiły się w kontekście 2027 lub 2028 roku - w zależności od tego jak szybko zainteresowane podmioty byłyby w stanie wypracować jakiś kompromis.
Nie ma bowiem wątpliwości, że zwiększenie mocy motoru spalinowego poprzez zwiększenie przepływu paliwa i zmniejszenie dostępnej energii poprzez zmniejszenie mocy pochodzącej z akumulatorów pozwoliłoby na swobodniejsze wyciskanie wszystkiego z bolidów. Wśród rozważanych opcji ma być podział 450 kW/300 kW, czyli w okolicach 60/40.
The Race zaznaczyło, że w samych wyścigach mistrzowska seria mogłaby pozostać przy 350 kW po stronie energii elektrycznej, co ułatwiałoby wyprzedzanie. Każda taka zmiana wymagałaby jednak zgody czterech z pięciu producentów, a także FIA i F1. Jeśli miałoby to wejść w życie już w 2027 roku, decyzja musiałaby zapaść w ciągu najbliższych tygodni.
Co ciekawe, przedstawiciele zespołów korzystających z silników - według padokowych plotek - najlepiej radzących sobie ze stroną elektryczną wyrazili otwartość na zmianę rozkładu mocy. Wspominali o tym Andrea Stella z McLarena i Laurent Mekies z Red Bulla:
"Należy rozważyć pewne zmiany w długoterminowej perspektywie, tak aby umiejscowić punkt pracy silnika w miejscu, w którym możliwe są mniejsze kompromisy z punktu widzenia podwozia i prowadzenia bolidu. Jest to możliwe i wszyscy interesariusze powinni się w to zaangażować", powiedział włoski inżynier.
"Zgadzamy się z Andreą, jeśli chodzi o to, że aby przejść do kolejnego etapu, trzeba wprowadzić jakąś zmianę. Nikt nie twierdzi, że [te zmiany na Miami] rozwiążą wszystko, ale to dobry krok i na pewno będziemy wspierać kolejne działania w przyszłości. Wszystko po to, aby kierowcy mogli w pełni naciskać", dodał szef Red Bulla.
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się