Wyjaśniła się przyczyna odpuszczenia finałowego okrążenia w kwalifikacjach do GP Belgii przez monakijskiego zawodnika. 28-latek został wprowadzony w błąd przez żółtą flagę, jaka pojawiła się w alei serwisowej.
Charles Leclerc nie poprawił się na swojej finałowej próbie w Q3, mimo że przed dojazdem do szykany miał 0,070 sekundy zapasu względem poprzedniego wyniku. Z tego powodu kwalifikacyjne zmagania zakończył na 5. pozycji, choć po pierwszych kółkach plasował się w czołowej trójce.
Później okazało się, że odpuścił gaz na ostatnich metrach ze względu na żółtą flagę, jaką zaczął machać jeden z marshali. Wywołało to pewne niezrozumienie w padoku, ponieważ w systemie nie było wzmianki o takim ostrzeżeniu. To z kolei było następstwem parkowania bolidów w tzw. parku zamkniętym, które zapoczątkował Isack Hadjar.
Pozycja machającego oficjela sprawiła jednak, że Leclerc zobaczył ją w ostatnim zakręcie i nieco zwolnił. Co więcej, ani przejeżdżający przed nim George Russell, ani przejeżdżający po nim Lewis Hamilton nie załapali się na tę flagę. Nic zatem dziwnego, że Leclerc był mocno sfrustrowany takim obrotem spraw:
"Jestem trochę rozczarowany ostatnim okrążeniem, bo zakładam, że ta żółta flaga odnosiła się do wjazdu do pit lane. Dla mnie była jednak widoczna na samym torze. To prawdopodobnie kosztowało mnie jedną pozycję. Nie przejechałbym znacznie lepszego kółka, bo wciąż była to strata około 0,5 sekundy. Zyskanie jednej lokaty było jednak możliwe", przyznał 28-latek w rozmowie z Sky Sports.
Do całej sytuacji odniósł się również przełożony Leclerca, Frederic Vasseur:
"Hadjar zatrzymał się w alei serwisowej w strefie parku zamkniętego i marshal zaczął machać żółtą flagą przy wjeździe. To miejsce znajduje się jeszcze na samym torze, przez co Charles musiał trochę odpuścić. Takie są przepisy. Gdy auto przed tobą jest o 0,030 sekundy lepsze, jest to trudne do zaakceptowania", dodał szef Ferrari.
Leclerc zabrał też głos nt. samych osiągów bolidu SF-26 na belgijskim torze. Nie ukrywał, że są one zgodne z oczekiwaniami i uwypuklają deficyt po stronie mocy silnikowej względem Mercedesa:
"Tutaj jest to już bardziej zgodne z naszymi przewidywaniami niż na Silverstone, bo tam był wyjątkowy weekend. Tu już tak nie jest i to bardziej wpasowuje się w nasze przewidywania. Wszystko rozchodzi się o czystą moc i oni są w lepszej sytuacji na tym polu", podkreślił Monakijczyk.
"My jesteśmy dość mocni w miejscach, gdzie przyczepność jest ograniczona, natomiast mamy trudności tam, gdzie moc ma znaczenie. Dzisiaj byli też jednak mocni w zakrętach, co pokazuje, że dysponują obecnie dobrym pakietem. My z kolei na takich torach musimy maksymalizować nasz potencjał."
© Ferrari


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się