Max Verstappen odpiera zarzuty Carlosa Sainza dotyczące agresywnej jazdy w środku stawki, żartując, że panuje tam "dżungla".
Zawodnik Red Bulla wyprzedził swojego byłego partnera zespołowego z ekipy Toro Rosso w nawrocie kończącym okrążeniem, opóźniając hamowanie i atakując z dużej odległości.
Max Verstappen znalazł się w sytuacji wymagającej odrabiania strat po obrocie zaraz po starcie wyścigu w drugim zakręcie. Holender chwilę później zjechał do boksu na jedyną zmianę opon, wykorzystując w tym celu wyjazd samochodu bezpieczeństwa. Na tor powrócił dopiero na 16. pozycji.
Po dogonieniu Sainza, wykonał odważny manewr w nawrocie kończącym okrążenie, a Hiszpan musiał kontrować swoją kierownicę, aby uniknąć kontaktu z Holendrem przez co stracił kolejne pozycje w zwartej stawce. Ostatecznie jednak udało mu się powrócić do czołowej dziesiątki.
Zaraz po tym, jak Verstappen go wyprzedził przez radio przekazał: "Wypchnął mnie z toru. Myśli, że może robić wszystko, bo ściga się w środku stawki!"
Dla Verstappena wyścig w Miami był najlepszym występem w tym sezonie jeżeli chodzi o osiągi RB22. W czasówce zdołał wywalczyć start z pierwszego rzędu u boku Kimiego Antonellego, aby wyścig ostatecznie zakończyć na piątej pozycji mimo sporych problemów na starcie.
Dopytywany po wyścigu przez dziennikarzy o swoją agresywną taktykę as Red Bulla pytał zdziwiony: "Co było w niej agresywnego?"
Zapytany o sytuację z Carlosem Sainzem, wydawał się przez chwilę zdezorientowany, ale po zapoznaniu się z komentarzem rywala, odparł: "Nie wiem. W środku stawki panuje jakaś dżungla. Nie wiem co mam powiedzieć."
Sainz z kolei mimo utraty kilku pozycji, ostatecznie zdołał powrócić do czołowej dziesiątki i na mecie stawił się na 9. pozycji tuż przed swoim zespołowym kolegą. Dla Williamsa były to pierwsze podwójne punkty w tym roku.
31-letni zawodnik po wyścigu przyznawał, że manewr Verstappena nie był wyrazem braku szacunku, ale rozwinął temat, który go zirytował podczas rywalizacji z nim.
"To nie był brak szacunku, ale to, co zrobił w zakręcie 17, było niemal jak start rakietowy, wiedząc, że jesteśmy środkiem stawki, nie będziemy z nim walczyć i w pewnym momencie będziemy musieli go przepuścić. Ale to, co tam zrobił było na granicy" tłumaczył Sainz.
"Prawdopodobnie wynikało to trochę z frustracji po obrocie [na początku wyścigu] i próby powrotu jak najwyżej do czołówki. To znaczy, to są wyścigi. Nie zamierzam tego zbytnio krytykować. Po prostu w tamtym momencie wydawało się, że się rozbijemy, a on wypchnął mnie poza tor i straciłem trzy pozycje, więc to było frustrujące."
© Red Bull


05.05.2026 09:10
0
Niech wszyscy tak się zaczną rozpychać. Zobaczymy, kto ma najtwardsze łokcie 😊
Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się