Bardzo ciekawe informacje napłynęły z singapurskiego padoku w związku z wydarzeniami, jakie miały miejsce w pierwszym segmencie sprinterskiej czasówki. Wywołało to niemałą wściekłość wśród poszkodowanych ekip, które jednak nie zdecydowały się na złożenie protestu.
Niecodzienne zdarzenia nie omijają F1 w ostatnich dniach. Po tym, jak absolutny chaos przerwał procedurę startową w Malezji, w sprinterskiej czasówce w Singapurze pojawiły się dwie nietypowe, niezależne od siebie trudności. Jak wiadomo, FIA zdążyła już wydać oświadczenie w tej sprawie.
Jeśli chodzi o awarię systemu pomiaru czasu, który znacząco opóźnił rozpoczęcie SQ2, tutaj problemy dotyczyły tego, że po zakończeniu okresu czerwonej flagi nie wszystkie czasy były widoczne od razu w live timingu. Z doniesień Auto Motor und Sport wynika, że niektóre z nich należało wprowadzać ręcznie z opóźnieniem i stąd zapanowała taka konsternacja.
Warto jednak zaznaczyć, że za system pomiaru czasu odpowiada F1 i ostatecznie te kłopoty nie miały też większego przełożenia na końcowe wyniki SQ1. Co innego dotyczyło "błędu ludzkiego", o którym FIA wspomniała w specjalnym komunikacie. Ten bowiem sprawił, że niektórzy kierowcy byli pozbawieni dodatkowego 0,5 MJ energii pochodzącej z trybu wyprzedzania.
Bardzo ciekawe raporty odnośnie przyczyn za tym stojących przedstawili Motorsport i ww. AMuS. Okazało się, że po przerwie spowodowanej przygodą Sergio Pereza kilku kierowców zaczęło zgłaszać zaskakujący spadek mocy, a zaniepokojony tym faktem jeden z przedstawicieli dyrekcji wyścigu od razu zdecydował się na aktywację trybu wyprzedzania.
Po 27 sekundach - o czym wspomniano w oświadczeniu - ten system jednak ponownie wyłączono. AMuS dowiedziało się, że istota problemu polegała na tym, że w biurach oficjeli zignorowano wyskakujące okienko, które wymaga potwierdzenia w kwestii natychmiastowego ponownego aktywowania trybu wyprzedzania.
Co istotne, z niedoborem mocy zmierzyła się większość stawki, ale najbardziej odczuli to kierowcy, którzy pożegnali się z kwalifikacjami na etapie SQ1. Chodziło o: Arvida Lindblada, Lance'a Strolla i zawodników Williamsa. Zwłaszcza Carlos Sainz nie szczędził krytycznych słów w kierunku FIA, nawiązując do chwytliwych sugestii Fernando Alonso dot. procedery startowej w Malezji:
"Połowa stawki zrobiła okrążenie z silnikiem o ponad 0,5 sekundy lepszym niż u innych. Wystąpił kolejny problem z oprogramowaniem bolidów i na tym ucierpieliśmy. Z jakiegoś powodu FIA - tak samo jak w Malezji - nie zdecydowała się na zapewnienie równych szans sportowych, akceptując to, że połowa bolidów miała większą moc niż ta druga połowa", przyznał 32-latek, cytowany przez PlanetF1.
"W związku z tym mogę być zdezorientowany, jeśli chodzi o to, dlaczego sport podejmuje różne decyzje w zależności od tego, kto odpada w Q1 lub na pierwszym okrążeniu. Całe okrążenie przejechaliśmy przecież z mocą mniejszą o 0,5 sekundy niż na jakimkolwiek innym okrążeniu w trakcie tego weekendu."
Serwis Motorsport przekazał, że Williams zwrócił się nawet z prośbą do dyrekcji wyścigu o udział wszystkich 22 bolidów w SQ2. Wniosek ten został jednak odrzucony przez sędziów, którzy nie mieli pewności, czy mogą na to zezwolić na gruncie obecnych przepisów. Kolejna prośba dotyczyła powtórzenia SQ1, ale i ta została odrzucona ze względu na ograniczenia po stronie zestawów opon.
Miało to wywołać potężną wściekłość nie tylko wśród przedstawicieli Williamsa, lecz także Racing Bulls. Nic zatem dziwnego, że na rozmowy z nimi pofatygował się Nikolas Tombazis. Później obie te stajnie miały przekazać, że nie złożą żadnego protestu w tej sprawie.
Taką opcję miał faktycznie rozważać jedynie Aston Martin, uzależniając dalsze kroki od działań podejmowanych przez FIA. Zespołowi zależało po prostu na tym, aby kolejność startowa sprintu odzwierciedlała równe warunki rywalizacji, ale trudno oczekiwać, żeby wyniki piątkowej czasówki uległy jakiejkolwiek zmianie.
Zresztą Thomas Maher z serwisu PlanetF1 wprost poinformował o tym, że żaden z zespołów nie oprotestuje rezultatów tych kwalifikacji. Wszystko z powodu niechęci do eskalowania całej sprawy dla znikomej korzyści sportowej.
© Williams


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się