WIADOMOŚCI

Kulisy pracy w Red Bullu, pojedynki z Mercedesem i rozmowy z Alonso: Horner opowiedział o swojej karierze w Formule 1
Kulisy pracy w Red Bullu, pojedynki z Mercedesem i rozmowy z Alonso: Horner opowiedział o swojej karierze w Formule 1 © Red Bull

Christian Horner udzielił w ostatnim czasie kilku interesujących wywiadów, w których opowiedział o najciekawszych historiach ze swojej blisko 20-letniej kariery w Formule 1 w roli szefa zespołu Red Bull Racing. 

2025-baner-f1-dziel-pasje-v2.jpg

Christian Horner na zawsze pozostanie jednym z największych architektów sukcesu zespołu Red Bulla w Formule 1 - Brytyjczyk od samego początku istnienia ekipy pełnił w niej rolę szefa aż do czerwca 2025 roku, kiedy oficjalnie został zwolniony.

Horner od ponad roku nie pracuje już w Formule 1, lecz jego nazwisko wciąż wywołuje w padoku spory szum medialny - Brytyjczyk w ostatnim czasie zdecydował się nawet na publikację autobiografii, w której opisał swoje lata spędzone w królowej motorsportu.

Oprócz wydania książki, Christian udzielił także kilku interesujących wywiadów, w których opisał najważniejsze momenty ze swojej kariery w roli szefa zespołu Red Bull Racing.

Horner wystąpił m.in. jako gość w podcaście "High Performance" autorstwa Jake'a Humphreya i Damiana Hughesa. Zapytany o najtrudniejszy w karierze związanej z motorsportem moment, Christian opowiedział o tym, w jaki sposób pożegnał pracowników Red Bulla po tym, jak został oficjalnie zwolniony:

"W moim życiu osobistym działo się wtedy bardzo wiele z powodu straty bliskiej osoby, matki mojej córki. Wszystko więc skumulowało się w tym samym czasie."
"Formuła 1 to rozrywka. Geri często powtarzała mi: posłuchaj, przecież nie ratujesz ludzkiego życia, to po prostu widowisko na czterech kołach. Koniec końców do wszystkiego trzeba nabrać odpowiedniego dystansu."
"Uważam, że stanięcie przed zespołem było czymś, co bardzo chciałem zrobić i jestem za to wdzięczny. Początkowo przedstawiono mi plan, według którego miał po prostu wyjść komunikat prasowy, a pracownicy dowiedzieliby się o wszystkim z Internetu."
"Doceniam, że Oliver Mintzlaff i Red Bull dali mi wtedy tę możliwość. Poprosiłem o szansę przemówienia do załogi następnego dnia. Przychylili się do mojej prośby. Stanąłem przed zespołem, który sam zbudowałem, a oni wszyscy myśleli, że przyszedłem ogłosić odejście Maxa, ponieważ krążyły plotki o jego niezadowoleniu, rozmowach z Mercedesem i tym podobnych sprawach."
"Sala pękała w szwach. Było tam absolutnie ciasno i poczułem w tym pomieszczeniu potężny szok, po którym natychmiast przyszły ogromne emocje. Widziałem ludzi płaczących naprzeciwko mnie, widziałem ich niedowierzanie, a ich reakcja całkowicie odebrała mi oddech. Wtedy dopiero dotarło do mnie, że to ostatni raz, kiedy stoję przed tą grupą ludzi, która tak wiele dla mnie znaczyła."

Spytany o to, czy czuł się zdradzony przez Red Bulla, z którym związany był przez blisko dwie dekady, Horner odparł:

"Poczułem ogromne rozczarowanie. To pewnie bardzo angielskie określenie, ale Helmut był przy tym projekcie od samego początku. To dzięki niemu otrzymałem szansę w Red Bullu i pracowaliśmy razem przez tyle lat. Miewaliśmy oczywiście różnice zdań, ale odegrał kluczową, niesamowicie ważną rolę w osiąganych przez nas sukcesach. Byłem po prostu zawiedziony tym, że zaledwie dwa dni wcześniej gościł w moim domu. Takie decyzje nie zapadają z dnia na dzień, zawsze coś je zwiastuje. Ostatecznie nikt nie był mi nic winien, ale gdyby role się odwróciły, powiedziałbym mu wprost: słuchaj, sytuacja staje się trudna, nadciągają ciężkie czasy."

Brytyjczyk opowiedział następnie o tym, jak wyglądało jego życie po zakończeniu pracy w Red Bullu. Rutyna w postaci jeżdżenia na wyścigi Formuły 1 zamieniła się w śledzenie zawodów w telewizji, co Horner określił jako odpoczynek po wielu latach pracy na wysokich obrotach:

"To była po prostu dekompresja. Człowiek zyskuje wreszcie przestrzeń do refleksji i możliwość złapania oddechu. Byłem obecny na 404 wyścigach z rzędu. Nie opuściłem ani jednego Grand Prix. Od momentu wejścia Red Bulla do tego sportu spędziłem każdy wyścig na torze."
"Ominęły mnie narodziny córki, przegapiłem wiele urodzin dzieci czy ważnych momentów w ich życiu. Naszą podróżą poślubną było Grand Prix Monako. Pod tym względem poniosłem tak wiele wyrzeczeń. A potem siadasz i po raz pierwszy oglądasz wyścig z zewnątrz, myśląc, że nie masz żadnych informacji."
"Jesteś zdany na Davida Crofta i pozostałych komentatorów, co było dla mnie nienaturalne, ponieważ przywykłem do patrzenia w ekrany z danymi i bezpośredni przekaz, bez głosu komentatorów w tle. Nagle próbujesz uruchomić aplikację Formuły 1 i śledzić międzyczasy, co daje pewien zarys sytuacji, ale w porównaniu z epicentrum na ścianie alei serwisowej, gdzie ze wszystkich stron dociera do ciebie każda informacja, to było zupełnie inne doświadczenie. Podczas tamtego pierwszego weekendu obejrzałem każdy trening, każdy wyścig Formuły 2 i Formuły 3 - byłem po prostu przyklejony do telewizora!

Dalsza część rozmowy dotyczyła relacji w obozie Red Bulla oraz powolnego rozpadu załogi, która pierwotnie doprowadziła zespół do tak ogromnego sukcesu. Spytany o to, czy sezon 2021 był jednym z punktów zapalnych, prowadzących do ostatecznego rozłamu, Horner odparł przecząco sugerując, iż dynamika relacji w ekipie zmieniła się po śmierci założyciela koncernu, Dietricha Mateschitza:

"Sezon 2021 był absolutnie szalony. Na torze działo się wszystko. To była walka wagi ciężkiej pomiędzy dwoma tytanami. Honda ogłosiła odejście po pandemii i rzuciła w rozwój jednostki napędowej wszystko, co tylko mogła. Przyspieszyli prace rozwojowe o rok, dzięki czemu dysponowaliśmy silnikiem, którym mogliśmy walczyć ramię w ramię z Mercedesem, mającym za sobą w 2020 roku jeden z najbardziej dominujących sezonów w historii. Jednocześnie budowaliśmy własny dział silnikowy."
"Uważam, że w każdej organizacji zachodzą potężne zmiany, gdy odchodzi założyciel, który do tej pory był tak mocno obecny na co dzień."

Horner odniósł się także do sytuacji w mediach z tamtego czasu oraz sporej polaryzacji społeczeństwa związanego z Formułą 1, która nastąpiła w obliczu zaciętej walki z Mercedesem o oba mistrzowskie tytuły w sezonie 2021. Brytyjczyk szczegółowo opisał również emocje, jakie odczuwał podczas sławnego finału pojedynku Verstappena i Hamiltona w Abu Zabi: 

"W serialu "Jazda o Życie" tworzą widowisko, w którym występują czarne charaktery oraz bohaterowie, trochę jak rodzina Kardashianów na czterech kołach. Tamten rok był dla nich prawdziwym hitem oglądalności. Przez znaczną część sezonu to my byliśmy pretendentem, podczas gdy zespół Mercedesa wcześniej całkowicie dominował, aż wreszcie dotarliśmy do tego finałowego wyścigu" - powiedział Christian, odnosząc się do słynnej produkcji Netflixa.
"Oczywiście walczysz za swój zespół tak mocno, jak to tylko możliwe. Dopiero w Barcelonie w tamtym sezonie zorientowałem się, kiedy zaczęto transmitować komunikaty z dyrektorem wyścigu, że Toto rozmawiał bezpośrednio z Michaelem Masim."
"Pomyślałem: chwileczkę, to nie jest w porządku, wywieracie bezpośrednią presję na sędziego. Powiedziałem więc naszemu menedżerowi zespołu, by załatwił mi bezpośrednią łączność, ponieważ przez piętnaście lat pracy nigdy osobiście nie rozmawiałem z Charliem Whitingiem. Wszystko odbywało się wyłącznie przez menedżera ekipy. Wtedy sam zaczynasz wywierać presję i bronić swojej pozycji, więc ta rywalizacja narastała z każdym kolejnym wyścigiem tamtego roku."
"Dotarliśmy do finałowej rundy i wykorzystaliśmy naszą szansę. Lewis dysponował tamtego dnia szybszym bolidem. Odjeżdżał Maxowi i przez osiemdziesiąt procent dystansu wyścigu myślałem tylko o tym, co powiem załodze. Jak miałem podnieść ten zespół na duchu? Nie dość, że przegraliśmy klasyfikację konstruktorów, to na sam koniec mieliśmy stracić również tytuł wśród kierowców, a włożyliśmy w ten projekt wszystko."
"I wtedy Nicholas Latifi rozbija swój bolid, co w naszym położeniu oznaczało natychmiastowy wyjazd samochodu bezpieczeństwa. Nie mieliśmy nic do stracenia, decydując się na zjazd do boksu. Mercedes stanął przed trudnym dylematem: zostać na torze czy zjechać. Postanowili zaryzykować i nie zjeżdżać, zakładając, że rywalizacja może już nie zostać wznowiona, co w tamtej chwili samo w sobie wydawało się sporym ryzykiem, bo wypadek nie wyglądał groźnie, a tuż obok znajdowała się droga ewakuacyjna."
"Następnie dyrektor wyścigu ogłosił, że zdublowane bolidy nie będą mogły się oddublować, po czym zmienił zdanie. Oczywiście mocno naciskaliśmy, tłumacząc, że to nie jest sposób na zakończenie mistrzostw świata. Czasu na oddublowanie wszystkich samochodów było aż nadto. Podjął decyzję, do której miał pełne prawo w ramach obowiązujących przepisów, choć nigdy wcześniej nie pozwolono oddublować się wyłącznie bolidom znajdującym się pomiędzy Maxem a Lewisem. To nie była nasza wina, ale znaleźliśmy się w położeniu, w którym mieliśmy to jedno okrążenie, by spróbować zaatakować. A jeśli ktokolwiek miał dowieźć wynik na takim pojedynczym kółku, to właśnie Max."
"Wszyscy wiemy, co wydarzyło się później. Przeprowadził manewr wyprzedzania w zakręcie, w którym Lewis prawdopodobnie się tego nie spodziewał, zamiast czekać do końca prostej. Utrzymał pozycję i wygrał wyścig."

Horner w tym momencie pochwalił Hamiltona za jego postawę po wyścigu:

"Muszę jednak oddać pełen szacunek Lewisowi za to, jak zachował się po zakończeniu rywalizacji. W momencie, który musiał być dla niego potwornie bolesny, zachował niesamowitą klasę. Uścisnął dłoń Maxa, podał rękę mnie, a także pogratulował nam wraz ze swoim ojcem w chwili, która była dla niego niewyobrażalnie trudna. W tamtym momencie mój szacunek do niego ogromnie wzrósł."

Horner przez lata współpracował z Helmutem Marko - to oni tworzyli filar zarządczy w zespole Red Bulla. Gdy Christian zarządzał ekipą, Helmut odpowiadał za kierowców, którzy dołączali lub odchodzili z rodziny czerwonych byków.

Horner przyznał, że praca z Marko była wyjątkowa pod wieloma względami, choć wiązała się także z pewnymi problematycznymi kwestiami:

"Uważam, że Helmut to fascynująca postać. Miał własną karierę jako kierowca i właściciel zespołu, a w rzeczywistości sam kiedyś ścigałem się przeciwko jego ekipie."
"Helmut był oczywiście człowiekiem bardzo starej daty. Myślę, że dawny wypadek mocno go zahartował. Nie był osobą kierującą się emocjami. Widział świat w czarno-białych barwach, co pod pewnymi względami ułatwiało współpracę. Stanowił dla nas jako zespołu ogromne wsparcie w załatwianiu spraw i utrzymywaniu niezależności od koncernu."
"Minusem było to, że gdy dziennikarz zadał mu pytanie, Helmut nie stosował żadnego filtra. Mówił po prostu prawdę. To z kolei rodziło trudności przy wielu dyskusjach: dlaczego publicznie opowiada o poprawkach, dlaczego poruszamy ten temat w mediach, dlaczego dyskutujemy o kierowcach. Taki miał styl pracy, co w kontaktach z mediami bynajmniej nie ułatwiało nam życia."

Horner został zapytany również o kwestię partnerów z ekipy Maxa Verstappena na przestrzeni lat - szczególny nacisk położono na słowa, które kiedyś wypowiedział Sergio Perez. Zdaniem Meksykanina, Horner już na starcie przygody z Red Bullem miał mu powiedzieć o priorytetowym traktowaniu Maxa, z czym nie do końca zgodził się natomiast sam Christian:

"To nie do końca prawda. Sergio nie miał podpisanego kontraktu, a na kolejny sezon prowadził rozmowy z Sauberem. Powiedziałem mu wprost: musisz zdawać sobie sprawę, że ten zespół jest podporządkowany jednemu celowi - zdobyciu mistrzostwa świata z Maxem jako liderem. Jeśli zaakceptujesz to od samego początku, a na torze znajdziesz się w pozycji do wygrania wyścigu, nie ma problemu. Jeśli jednak tak nie będzie, zostaniesz poproszony o wsparcie partnera zespołowego, bo to nasza najlepsza metoda na pokonanie Mercedesa. Był niezwykle zdeterminowany, by złożyć podpis pod tą umową, ponieważ dawała mu ona miejsce w czołowym zespole, a po trudnym okresie w McLarenie sądził, że taka szansa już nigdy mu się nie powtórzy" - wyjaśnił Brytyjczyk.
"Niektórzy z tych kierowców trafiali do nas zbyt wcześnie. Nie do końca zgadzałem się z tempem, w jakim wprowadzano ich do Red Bull Racing. Uważam, że dla Alexa to było za wcześnie, dla Pierre'a Gasly'ego za wcześnie i dla Liama Lawsona również za wcześnie. Ci zawodnicy potrzebowali więcej czasu na rozwój i okrzepnięcie. Wystarczy spojrzeć, jak długo George Russell terminował w trudnym bolidzie Williamsa, zanim otrzymał powołanie do fabrycznej ekipy. Kiedy tacy kierowcy wreszcie trafiają na szczyt, są znacznie bardziej ukształtowani."
"Nigdy nie odpowiadałem za program rozwoju młodych kierowców. Pamiętam, jak George Russell płacił nam za jazdy na naszym symulatorze, podobnie jak Lando Norris i Oscar Piastri. Ich ojcowie wypisywali czeki, żeby mogli trenować na naszym sprzęcie. Człowiek nadzorujący ten projekt podszedł do mnie i powiedział: Christian, te dzieciaki są lepsze niż wszyscy juniorzy, których obecnie posiadamy. Pamiętam, jak poszedłem z tym do Helmuta i rzuciłem: posłuchaj, naprawdę powinieneś przyjrzeć się tym chłopakom." - Helmut odpowiedział "Bzdura!".

Horner pozwolił sobie na dygresję, w której pochwalił Alexa Albona za pracę w symulatorze oraz przygotowanie konstrukcji RB18 na sezon 2022:

"Max jest niesamowicie wymagający w tym, czego oczekuje od samochodu. Posiada wręcz nienaturalną umiejętność radzenia sobie ze sprzętem: domaga się coraz mocniejszego przodu bolidu i potrafi okiełznać absolutnie wszystko, co w tym czasie dzieje się z tyłem."
"Dążąc do zapewnienia mu takiego narzędzia, dział inżynieryjny, symulatory i cały rozwój siłą rzeczy skupiają się na nadaniu bolidowi cech, z którymi inni kierowcy po prostu nie potrafią sobie poradzić."
"Widzieliśmy to w bolidzie z sezonu 2021, w modelu RB16B, a także we wcześniejszej konstrukcji w przypadku Alexa Albona."
"Co ciekawe, w trakcie sezonu 2021 Alex Albon wykonał tytaniczną pracę w cieniu, rozwijając samochód na rok 2022, podczas gdy cała uwaga zespołu była skupiona na doskonaleniu ówczesnej konstrukcji niemal do ostatniej chwili. Alex dopasował tamto auto do swojego stylu jazdy, znacznie bardziej tradycyjnego, zbliżonego do preferencji Sergio Péreza czy Daniela Ricciardo."

Christian przyznał, że bardziej konwencjonalny sposób prowadzenia konstrukcji z sezonu 2022 był irytujący dla Verstappena:

"Kiedy więc rozpoczęliśmy sezon 2022, Max dosłownie nie znosił tego samochodu. Bolid cechował się zbyt dużą podsterownością, a Sergio, korzystając z jego przewidywalności, nagle wygrywał wyścigi na zmianę z Maxem i na początku roku byli niezwykle blisko siebie. Pamiętam, jak w okolicach wyścigu w Azerbejdżanie usiadłem do rozmów z zarządem Maxa, a oni powiedzieli wprost: rozwinęliście ten samochód pod Checo, a on musi podążać za potrzebami Maxa. Przekaz był więc jednoznaczny. Oczywiście to Max jest najcenniejszym kapitałem zespołu, kierowcą, z którym masz największe szanse na zdobywanie tytułów."
"Czy współpraca z nim i wyciąganie pełni jego możliwości bywa wyzwaniem ze względu na jego ciągłe żądania na każdym polu? Owszem, jest wymagający, to oczywiste. Kiedy jednak zapniesz go w pasy w bolidzie, od momentu opuszczenia garażu da ci z siebie sto dziesięć procent. Wystarczy spojrzeć na którekolwiek z pierwszych okrążeń podczas weekendu Grand Prix lub na zupełnie nowym torze - gwarantuję, że na szczycie tabeli z czasami znajdzie się właśnie Max. Jego zdolność do natychmiastowego zbliżenia się do limitu możliwości samochodu oraz niezachwiana wiara we własne umiejętności pod wieloma względami wręcz wymykają się racjonalnemu wytłumaczeniu."

Christian przyznał również, że początkowo Marko nie był chętny na nawiązanie współpracy z Verstappenem, bowiem nie należał on do zespołu juniorskiego Red Bulla. Wszystko zmieniło się jednak gdy Austriak dostrzegł Maxa w akcji:

"Początkowo nie był do tego pomysłu nastawiony z wielkim entuzjazmem. Max przechodził bezpośrednio z kartingu do Formuły 3, a Helmut wspierał oczywiście swoich ówczesnych podopiecznych, których nazwisk w tej chwili nawet nie pamiętam."
"Trzeba jednak oddać Helmutowi sprawiedliwość: gdy pojechał na deszczowy wyścig na torze Norisring lub obejrzał go w telewizji, zobaczył ten zjawiskowy występ Maxa i w tamtym momencie zyskał absolutną pewność, że chce go w juniorskim programie."
"Niedługo potem pewne zainteresowanie wyrazili Niki Lauda i Toto Wolff, co tylko podgrzało atmosferę - zaczęła się walka z Mercedesem o pozyskanie tego talentu. Oferując konkretne warunki, Helmut wykazał się ogromną odwagą, podejmując decyzję o natychmiastowym posadzeniu go w bolidzie Formuły 1 w barwach Toro Rosso."

Późniejsza rywalizacja z Toto Wolffem i jego niepokonanym Mercedesem stanowi ważny element całej kariery Hornera w Formule 1. Christian przyznał, że cenił sobie rywalizację z Wolffem, który jego zdaniem, nie ma już dziś rywali na tak wysokim poziomie:

"Uważam, że w każdym sporcie potrzebna jest wielka rywalizacja i bardzo ceniłem sobie walkę przeciwko Toto. To znakomity menedżer, świetnie prowadzi zespół, jest niesamowicie ambitny i inteligentny. Pod wieloma względami bardzo się różnimy, a pod innymi jesteśmy do siebie zaskakująco podobni."
"Naprawdę lubiłem tę rywalizację. Po moim odejściu przysłał mi bardzo miłą wiadomość, choć zapewne cieszy się, że już mnie tam nie ma. Problem polega na tym, że Zak Brown raczej nie zalezie mu za skórę, bo mógłby stracić cylinder w swoim silniku, więc ten temat natychmiast odpada" - zażartował.
"Jesteśmy po prostu inni. Toto ma swój styl działania, ja mam swój. Powiedziałem mu żartobliwie: korzystaj i zbieraj plony, póki mnie nie ma."
"Kiedy po raz pierwszy odszedłem z tego sportu, natychmiast pojawiła się myśl o powrocie. Człowiek ma w sobie tę część, która chce wszystkim coś udowodnić: wezmę ludzi, zbuduję wszystko od nowa i ruszę do walki po raz kolejny."
"Jednak w miarę jak opadają emocje, zyskujesz szerszą perspektywę. Po raz pierwszy od prawdopodobnie trzydziestu pięciu lat nie gnałem bez wytchnienia po całym świecie i zyskałem wolny czas. Znajduję się w komfortowym położeniu, w którym nie muszę rzucać się na pierwsze lepsze stanowisko."
"Kocham Formułę 1, kocham rywalizację, tęsknię za ludźmi i tą atmosferą. Nie tęsknię natomiast za polityką, za presją i całym tym bagażem, który jej towarzyszy. Jeśli miałbym wrócić, to tylko na jasnych zasadach: z zespołem, który naprawdę chce wygrywać, ma podobną wizję, zatrudnia właściwych ludzi i daje ci realną władzę do wprowadzania zmian. Nie ma sensu robić czegokolwiek ze związanymi rękami. Cieszę się tym, co robię obecnie. Wolę w ogóle nie wracać, niż wrócić do niewłaściwego projektu."

Horner wystąpił także w podcaście The Race, w którym rozmawiał z Eddem Strawem oraz Jonem Noble'em. Christian zwrócił tutaj uwagę szczególnie na swoje starania dotyczące budowania odpowiednich relacji wewnątrz zespołu:

"Kiedy wchodziliśmy do Formuły 1, Red Bull był postrzegany jako zespół imprezowy, którego nikt nie traktował poważnie. Mówiono, że organizują świetne zabawy w niedzielne wieczory i że warto postarać się o wejściówkę. Mierzyliśmy się ze wszystkimi wielkimi producentami - McLarenem współpracującym z Mercedesem, Hondą, Toyotą, BMW i oczywiście z Ferrari i nikt nie brał nas na serio. Nie sądzę, by w tamtym czasie ktokolwiek wierzył, że filia producenta napojów energetycznych może rzucić wyzwanie tym potęgom i je pokonać. Ja zawsze uważałem: dlaczego nie? Jeśli obdarzymy ludzi zaufaniem i zgromadzimy odpowiednich specjalistów, dlaczego miałoby się to nie udać?"

Horner wychodził z założenia, że jako szef ekipy powinien chronić członków zespołów najlepiej jak się da. Zasada ta dotyczyła także kierowców, których obrona nie zawsze bywała jednak prosta:

"Czasami nasi kierowcy robili rzeczy niedorzeczne. Zdarzały się chwile, kiedy zastanawiałem się, jak ja to w ogóle wybronię. Bywały momenty, w których naciskaliśmy, doskonale wiedząc, że to druga strona ma rację. Zdawałem sobie sprawę, że dziennikarze wykonują swoją pracę, a ja swoją. Moim obowiązkiem była ochrona tych kierowców, ochrona zespołu i walka o nasze interesy. Czasami dostawałem fatalne podanie, z którym trzeba było sobie poradzić, ale nigdy nie uciekałem od odpowiedzialności. Nigdy nie unikałem konferencji prasowych. Uważałem, że trzeba wyjść przed kamery i przyjąć wszystko na klatę - zarówno to, co przyjemne, jak i to, co trudne. Jeśli jesteś gotów zbierać pochwały, musisz być również przygotowany na przyjęcie krytyki."

Christian odniósł się także do fragmentów swojej książki, w których opisuje negocjacje kontraktowe z kierowcami takimi jak Charles Leclerc czy Fernando Alonso.

Szczególnie interesujący zdaje się być wątek związany z kierowcą z Hiszpanii - Red Bull na przestrzeni lat miał być kilkukrotnie zainteresowany usługami Alonso. Media mówią o Fernando jako o potencjalnym zastępstwie Pereza po sezonie 2024 - Horner natomiast przyznał, że dwukrotny mistrz świata był najbliżej zespołu Milton Keynes po roku 2007:

"Uważam, że rolą szefa zespołu czy dyrektora generalnego jest rozeznanie w dostępnych opcjach. Kiedy znajdujesz się w uprzywilejowanej pozycji posiadania najlepszego samochodu, najlepsi kierowcy chcą zasiąść za jego kierownicą. Wszyscy są niesamowicie głodnymi sukcesu, bezwzględnymi drapieżnikami i na tym etapie pojęcie lojalności schodzi na dalszy plan. W różnych momentach wybitni zawodnicy bardzo mocno zabiegali o miejsce w naszym bolidzie. Relacje pomiędzy niektórymi z nich zwyczajnie by jednak nie zadziałały."
"Ciekawe byłoby jednak zobaczyć, co w naszych barwach osiągnąłby Fernando Alonso. Czy zdobyłby więcej niż dwa tytuły mistrza świata, które posiada? W mojej ocenie to talent, który pod względem statystyk i wygranych wyścigów powinien osiągnąć w karierze znacznie więcej. Jego możliwości uzasadniały zdobycie większej liczby mistrzostw. To byłoby fascynujące zestawienie, ale ostatecznie nigdy do tego nie doszło.”
"Doszło już nawet do wymiany dokumentów, a działo się to pod koniec jego pierwszego pobytu w McLarenie. On sam lub jego menedżer byli jednak skłonni podpisać kontrakt wyłącznie na jeden sezon. Dietrich stał na twardym stanowisku: wchodzimy w to na co najmniej dwa lata albo wcale, obawiając się, że posłużymy jedynie za poczekalnię przed jego przejściem do Ferrari. Następnie Flavio Briatore, łączący role menedżera i szefa ekipy, próbował w okolicach sezonu 2009 lub 2010 dokonać roszady, przekonując nas, byśmy wzięli Fernando za Marka Webbera, a zdobędziemy z nim mistrzostwo świata. Uważam jednak, że to właśnie za tym pierwszym razem byliśmy w rzeczywistości najbliżej podpisania umowy."

Udostępnij ten wpis Udostępnij na Wykopie Udostępnij na Facebooku Udostępnij na X

0 KOMENTARZY
zaloguj się, by pisać komentarze

Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!

zarejestruj się
LOGOWANIE
Odzyskaj hasło
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.
REJESTRACJA
Ten adres będzie wykorzystywany podczas logowania się do portalu
Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA, a zastosowanie mają Polityka prywatności oraz Warunki korzystania Google.