Rozdzielczość 4K nie robi już na nikim wrażenia, ale to nie oznacza, że nie można poprawić przekazu telewizyjnego z torów Formuły 1.
Właściciel praw komercyjnych dobrze zdaje sobie sprawę, że efekt wizualny to ważny element produkcji jaką są wyścigi.
Amerykanie od czasu przejęcia praw komercyjnych do Formuły 1 zrobili już wiele, zaczynając od tak podstawowych rzeczy, jak zmiana logotypów, które ich zdaniem bardziej odpowiadają cyfrowemu światu z jakim mamy obecnie do czynienia niż archaiczne, aczkolwiek kultowe logotypy znane z czasów Bernie Ecclestone'a.
Przez ostatnie lata Liberty Media skupiało się też na poprawie grafik prezentowanych kibicom i zaprzęgło do generowania treści sztuczną inteligencję wspieraną przez usługi AWS od Amazona.
Cały czas szukano też sposobu na poprawę transmisji z kamer pokładowych. W pewnym momencie prowadzono testy z oborowymi kamerami 360 stopni, a z niemałym aplauzem przyjęte zostały kamery żyroskopowe, które swoje atuty i przewagę pokazały na torach charakteryzujących się dużymi pochyleniami zakrętów, w szczególności na legendarnym Zandvoort.
W zeszłym roku z kolei Formuła 1 zaczęła eksperymenty z kamerami od Sony, które pomagało też stworzyć profesjonalne czujniki do produkcji filmu F1 od Apple, który zebrał pozytywne recenzje i został nominowany do tegorocznych Oscarów w czterech kategoriach.
W minionym sezonie tylko niektóre zespoły sprawdzały nową technologię, ale w tym roku wszystkie bolidy zostały w nią zaopatrzone, dzięki czemu kibice mogą cieszyć się lepszym obrazem ujęć pokładowych.
Nowa kamera ma zapewniać o 13 procent większe pole obrazu, redukując przy tym efekt tzw. rybiego oka, czyli nienaturalnego winietowania obrazu na krawędziach związanego z wykorzystaniem obiektywów szerokokątnych.
Dodatkowo nowe kamery posiadają własną stabilizację, co również podnosi jakość materiału, aczkolwiek nie zawsze i nie wszędzie stabilizacja musi być pożądana.
© Aston Martin


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się