Projektanci toru w Rwandzie opowiedzieli o charakterystyce obiektu, który dołączy do kalendarza królowej motorsportu na początku przyszłej dekady.
We wtorek Formuła 1 ogłosiła, że Rwanda oficjalnie dołączy do ich wyścigowego kalendarza w niedalekiej przyszłości - nie podano dokładnej daty, lecz wskazano "wczesne lata 30." jako planowany debiut nowego Grand Prix.
Wyścig w Rwandzie oznacza powrót Formuły 1 do Afryki po raz pierwszy od 1993 roku. Tym samym królowa motorsportu ponownie ma szansę odwiedzić wszystkie (z wyjątkiem Antarktydy) kontynenty świata w trakcie jednego sezonu - taka sytuacja dotychczas miała miejsce tylko dwa razy w historii serii w latach 1992 i 1993.
Zawody zostaną zorganizowane na powstającym torze Rise Motodrome, około 40 kilometrów na południe od stolicy Rwandy, Kigali. Formuła 1 potwierdziła, że kontrakt z nowym obiektem będzie ważny na 10 lat, choć - jak już wspomniano - nie wiadomo dokładnie, od którego roku zacznie on obejmować.
Pierwsza edycja GP Afryki na torze w Rwandzie odbędzie się nie wcześniej niż w 2030 roku, choć zdaniem ekspertów, sezon 2031 jest bardziej prawdopodobną opcją. Tak wczesne ogłoszenie organizacji wyścigu w Afryce ma na celu promocję wydarzenia oraz zachęcenie większej ilości promotorów. Warto dodać, że oprócz toru wyścigowego, w okolicy ma powstać także cała niezbędna infrastruktura w postaci hotelów, dróg dojazdowych, a także modernizacji lotniska.
Nitka toru została natomiast zaprojektowana przez Alexa Wurza - byłego kierowcę Formuły 1 zajmującego się obecnie projektami obiektów wyścigowych.
Cytowany przez The Race.com Austriak zaznaczał, że tor w Rwandzie powstanie przede wszystkim w oparciu o naturalne ułożenie terenu oraz krajobraz tego miejsca:
"Powiedziałem: panowie, ten tor może powstać tylko w jednym miejscu, bo to otoczenie właściwie wcale nie potrzebuje naszego projektowania" - powiedział Wurz.
"Natura sama stworzyła idealną topografię. To dwa wzgórza z jeziorem u dołu, co oznacza, że możemy poprowadzić trasę w górę i w dół tego pięknego krajobrazu."
"To przekłada się na niesamowite wrażenia z jazdy dla kierowców bolidów oraz motocyklistów, a także sprzyja zaciętej walce i wyprzedzaniu."
Według zapowiedzi projektantów, afrykański obiekt będzie charakteryzował się sporą różnicą wzniesień, a jeden z odcinków prostych ma być bardziej stromy, niż słynny podjazd pod sekcję Eau Rogue na torze Spa-Francorchamps w Belgii. W tej kwestii będzie to najbardziej ekstremalny obiekt w całym kalendarzu.
Dodatkowo należy zaznaczyć, iż tor ten będzie położony na wysokości ok 1400 m.n.p.m. W obecnym kalendarzu F1 jest tylko jeden obiekt położony wyżej - mowa o torze braci Rodriguez w Meksyku o wysokości względnej sięgającej przeszło 2000 m.n.p.m. To istotna informacja z punktu widzenia samej rywalizacji - zespoły będą musiały wziąć ją pod uwagę podczas przygotowań do weekendu z uwagi na rzadsze powietrze, występujące na takiej wysokości. To z reguły wymaga zastosowania pakietów aerodynamicznych o większym docisku.
"Mamy tu niższe ciśnienie powietrza, co oznacza również mniejszy docisk aerodynamiczny" - tłumaczył Wurz.
"Możemy to jednak zrekompensować odpowiednim profilowaniem nawierzchni. Na niektórych zakrętach nachylenie przekracza dwanaście procent. Nie mamy tu łuków opadających na zewnątrz, choć tak to może wyglądać z perspektywy wizualizacji. Zapewniam, że będzie to prawdziwy tor dla wytrawnych kierowców i motocyklistów. Błyskawicznie stanie się absolutnym klasykiem."
"Wszystko to robimy, aby nawiązać kontakt ze sportami motorowymi na poziomie podstawowym, by umożliwić przyszłym afrykańskim gwiazdom naukę ścigania, pracy mechanika i aspektów związanych z pracą inżyniera - właśnie tutaj, w Rwandzie."
Za projekt toru odpowiedzialny jest także architekt, Carsten Tilke - syn słynnego projektanta torów wyścigowych takich jak Sepang, Sakhir czy Yas Marina, Hermanna Tilke.
Carsten również zwrócił uwagę na sporą sumę przewyższeń, która jego zdaniem, stanie się znakiem rozpoznawczym obiektu w Rwandzie:
"Gdy spojrzy się na pojedyncze okrążenie, suma przewyższeń wynosi 197 metrów, co jest absolutnym rekordem w całym kalendarzu. To prawdziwy tor w stylu kolejki górskiej, z mocno nachylonymi łukami. W pełni wykorzystuje walory tej rzeźby terenu."
Tilke przyznał też, że jednym z głównych celów projektu jest stworzenie toru, na którym rywalizacja będzie pasjonująca zarówno w kwalifikacjach, jak i w wyścigu:
"Musimy stworzyć miejsca sprzyjające wyprzedzaniu."
"Musimy zadbać o to, aby na tym torze możliwe były zróżnicowane strategie, tak byśmy mieli pasjonujące kwalifikacje, ale również świetny wyścig. Kolejną niezwykle istotną kwestią, na której zawsze mocno się skupialiśmy, są kibice. Widzowie muszą znajdować się blisko toru, muszą czuć rywalizację i być integralną częścią tego widowiska."
Nowa runda w kalendarzu mistrzostw świata - mimo, iż rozgrywana w Rwandzie - otrzyma szczytne miano Grand Prix Afryki. Jak twierdzi dyrektor generalny Rwanda Development Board, Jean-Guy K. Afrika, nazwa GP Afryki zdecydowanie lepiej pasuje do celu i inicjatywy całego przedsięwzięcia:
"Chcemy, aby to wydarzenie wykraczało daleko poza samą Rwandę. Zależy nam, by był to moment, w którym ten sport powrócił do Afryki i już nigdy z niej nie odszedł."
"Dlatego uznaliśmy, że nazwanie go Grand Prix Kigali czy Grand Prix Rwandy brzmiałoby zbyt płytko. Nazwa Grand Prix Afryki znacznie ułatwia pozyskiwanie partnerów do tej szerzej zakrojonej inicjatywy."
"Widzimy przyszłość, w której spojrzymy wstecz na ten moment i uznamy go za punkt zwrotny - początek, od którego w Afryce zacznie odbywać się wiele wyścigów, tworząc swoisty, samonapędzający się mechanizm na całym kontynencie."
Prezydent Rwandy Paul Kagame, wyraził natomiast nadzieję na to, że organizacja wyścigu F1 na afrykańskim kontynencie przyczyni się do rozwoju stworzenia zrównoważonego modelu gospodarczego:
"Zależy nam na tym, aby Grand Prix Afryki przetarło szlak dla organizacji kolejnych wyścigów na naszym kontynencie."
"Przez dziesięciolecia afrykańscy sportowcy stanowili filar globalnej gospodarki sportowej, wnosząc ogromną wartość komercyjną do najważniejszych rozgrywek, a nie otrzymując w zamian niemal nic."
"Partnerstwa takie jak to, które obecnie budujemy, pomagają przełamać ten schemat, ponieważ działają jak katalizator rozwoju infrastruktury. Nie chodzi tu jedynie o wznoszenie obiektów. Chodzi o stworzenie zrównoważonego modelu gospodarczego, w którym zróżnicowane strumienie przychodów - z hotelarstwa, turystyki i rozrywki - będą generowane z bezpośrednią korzyścią dla lokalnych społeczności.
Jednym z najbardziej wokalnych głosów w sprawie organizacji wyścigu w Afryce był Lewis Hamilton. Siedmiokrotny mistrz świata wielokrotnie wspominał o tym, iż znakomicie byłoby odwiedzić ten kontynent w ramach jednej z rund mistrzostw świata - Brytyjczyk zażartował nawet, iż nie zamierza odchodzić z Formuły 1, dopóki ta nie odwiedzi Afryki.
Takie słowa z ust legendy motorsportu niewątpliwie pomogły Rwandzie w wejściu do kalendarza, o czym wspomniała minister sportu tego kraju, Nelly Mukazayire:
"To prawda, że jego głos w sprawie obecności Formuły 1 w Afryce brzmi niezwykle donośnie. Jesteśmy otwarci na współpracę z każdym, kto rzeczywiście wspiera tę inicjatywę. Jesteśmy gotowi na partnerstwo ze wszystkimi, aby doprowadzić do realizacji tego projektu i sprawić, by przyniósł trwałe oraz wymierne korzyści."
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się