O zaskakującym zwrocie akcji ws. powrotu afrykańskiego kontynentu do kalendarza F1 zaczęły donosić w ostatnich godzinach media. Ich zdaniem, w 2030 roku do terminarza dołączy Rwanda.
Wątek powrotu Afryki do kalendarza F1 przewija się regularnie w przestrzeni publicznej, odkąd właścicielem serii została Liberty Media. Najbliżej tego było w latach 2023-2024, kiedy liczne źródła informowały o tym, że Kyalami zastąpi Spa. Nic z tego jednak nie wyszło, a w mediach mocno odznaczały się później kandydatury Maroka i Rwandy.
Szczególnie wysokie akcje miała ta ostatnia lokalizacja, która w 2024 roku zorganizowała nawet Galę FIA. Wtedy też złożyła formalny wniosek o dołączenie do terminarza. Wskutek jednak konfliktu z Demokratyczną Republiką Konga ta koncepcja znacznie wyhamowała i dopiero powróciła do łask po zakończeniu weekendowego wyścigowego w Malezji.
Najpierw na falach podcastu Up To Speed David Coulthard ni stąd, ni zowąd podzielił się informacją o tym, że już niedługo F1 ogłosi powrót afrykańskiego kontynentu:
"Słyszałem plotki o tym, że już niedługo będziemy mieli ogłoszenie dot. Afryki. I tak będziemy jechać do Afryki", przekazał były kierowca Red Bulla.
Ponieważ brakowało większych konkretów w tej sprawie, media szybko zaczęły ją rozkładać na czynniki pierwsze. I tutaj wiarygodny raport wypuściło RacingNews365, które wprost wskazało na Rwandę. Kraj ten ma dołączyć do kalendarza w 2030 roku, a porozumienie z Liberty Media miało zostać już wypracowane. "Oficjalka" ma pojawić się w najbliższych tygodniach.
RN365 doprecyzowało, że zawody będą odbywać się na nowym, stałym torze w pobliżu lotniska Bugesera (około 40-50 kilometrów od Kigali). Przypomnijmy, że projektem całego obiektu zajmuje się firma byłego zawodnika Williamsa, Alexandra Wurza.
© Red Bull


Jeśli nie masz jeszcze konta, dołącz do społeczności Formula 1 - Dziel Pasję!
zarejestruj się